Strom drożeje, zima naciska. Czy Niemcy wrócą do atomu i czy to obniży rachunki?
Debata o powrocie Niemiec do atomu wraca wraz z zimą i rosnącymi kosztami energii. Co jest realne, a co polityczne – i czy rachunki faktycznie spadną?
Gdy temperatury spadają, rośnie zużycie energii – zwłaszcza tam, gdzie ogrzewanie prądem (pompy ciepła, dogrzewanie elektryczne) ma być „klimatyczną” alternatywą. Wtedy w Niemczech wraca jak bumerang temat, który teoretycznie był już zamknięty: czy nie należałoby wrócić do energetyki jądrowej, skoro „strompreise gehen durch die Decke”, a przemysł i gospodarstwa domowe nerwowo patrzą na kolejne podwyżki.
To nie jest debata akademicka. Właśnie 9 stycznia 2026 r. FAZ w formacie „Podcast für Deutschland” wypuścił odcinek, w którym dziennikarze i eksperci spierają się o to, jak realny i sensowny byłby niemiecki restart atomu. I choć spór ma wyraźnie polityczny pazur, to jego sedno jest bardzo praktyczne: czy atom może stabilizować system i obniżać koszty, czy raczej jest drogą na skróty, która i tak nie zadziała w czasie, gdy jest najbardziej potrzebna.
Skąd biorą się „szokujące” ceny prądu zimą?
Wbrew intuicji, nie zawsze chodzi o to, że „prąd ogólnie jest droższy”. Często drożeje konkretny moment – godziny szczytu, chłodne poranki, wieczory, dni z małą produkcją wiatrową. Przy niskich temperaturach i słabszym wietrze system częściej opiera się na źródłach, które w danym momencie „ustawiają cenę” na rynku (zwykle gaz lub import). A gdy do gry wchodzą taryfy dynamiczne, użytkownicy widzą te skoki bardziej dosłownie – w aplikacji, niemal godzina po godzinie. Przykładowo Tibber w swoich prognozach dla Niemiec wprost wskazuje zimowy zestaw „winowajców”: wyższe zapotrzebowanie, niższe temperatury i mniejsza produkcja z wiatru.
Do tego dochodzi coś, czego wielu odbiorców nie śledzi na co dzień: opłaty sieciowe (Netzentgelte) oraz decyzje regulacyjne, które potrafią zmienić rachunek niezależnie od tego, ile kosztuje sama energia. W 2026 r. państwo dokłada do systemu duże pieniądze, by te koszty przytłumić – rząd federalny informował o 6,5 mld euro dopłaty, która ma obniżyć obciążenie sieciowe w cenie prądu. Z kolei ZDF opisywał, że część zmian (np. przy gazie) ma działać odciążająco dla gospodarstw domowych, choć efekt zależy od regionu i od tego, czy dostawcy przeniosą niższe koszty na klientów.
W takim klimacie – zimno, rachunki, nerwowość na rynku – atom zaczyna brzmieć jak proste hasło: „włączmy z powrotem, będzie taniej”.
„Restart atomu” brzmi prosto. W praktyce są dwa zupełnie różne scenariusze
Debata w Niemczech miesza często dwie rzeczy:
1) Ponowne uruchomienie wyłączonych elektrowni (tych ostatnich, które pracowały do 2023 r., jak Isar 2, Emsland, Neckarwestheim 2 – wcześniej miały krótką ustawową „dogrywkę” do 15 kwietnia 2023 r.).
2) Budowa „nowego atomu” – np. małych reaktorów modułowych (SMR), o których coraz głośniej mówi część polityków (np. CSU w swoich świeżych propozycjach).
To kluczowe rozróżnienie, bo oba warianty mają inne koszty, inne terminy i inne bariery.
Dlaczego „uruchommy z powrotem” może być trudniejsze, niż się wydaje
Największy problem z reaktywacją starych bloków jest banalny: czas i proces. Nawet jeśli gdzieś w polityce pojawia się wola, to po drodze stoją:
-
stan techniczny po wyłączeniu i rozpoczętym demontażu,
-
personel i kompetencje (ludzie odchodzą, zespoły się kurczą),
-
paliwo i logistyka,
-
certyfikacje, przeglądy bezpieczeństwa, decyzje regulatora,
-
i wreszcie: pytanie, kto za to zapłaci i na jakich warunkach.
Niemieckie federalne ministerstwo ds. środowiska opublikowało dokument, w którym wprost wskazuje na techniczne, prawne i ekonomiczne ryzyka ponownego uruchomienia już wyłączonych elektrowni, podkreślając, że sprawa nie sprowadza się do „przekręcenia kluczyka”. A z poziomu instytucji zajmującej się bezpieczeństwem jądrowym (BASE) łatwo znaleźć omówienie, jak intensywny – i w jakim stopniu „bezpieczeństwem obciążony” – był już sam spór o wydłużenie pracy ostatnich reaktorów.
W praktyce oznacza to jedno: nawet gdyby dziś podjęto decyzję, atom nie jest narzędziem „na tę zimę”. A debata wybucha właśnie zimą, bo wtedy boli najbardziej.
A może SMR? Politycznie brzmi świeżo, ale termin jest brutalny
SMR (Small Modular Reactors) to modne hasło w Europie – także na poziomie UE. Komisja Europejska rozwija inicjatywy i konsultacje wokół SMR, a w komunikatach mówi się o ambicji uruchamiania pierwszych projektów wczesnymi latami 2030. Nie przypadkiem w Brukseli planowane są kolejne fora interesariuszy SMR.
Z punktu widzenia niemieckiego konsumenta to znów prowadzi do wniosku: nawet jeśli SMR będą kiedyś elementem miksu, nie rozwiążą rachunków w 2026 czy 2027 r. Mogą co najwyżej stać się częścią długofalowej strategii bezpieczeństwa energetycznego, ale nie „hamulcem cenowym” na już.
Czy atom obniża rachunki? Pytanie, które wymaga dopowiedzenia
W debacie publicznej atom bywa przedstawiany jako „tani prąd bazowy”. Tyle że rachunek gospodarstwa domowego w Niemczech składa się z wielu elementów: ceny energii, opłat sieciowych, podatków, opłat i narzutów. Nawet rząd, mówiąc o obniżaniu kosztów, skupia się na takich narzędziach jak dofinansowanie Netzentgelte – bo to daje efekt szybciej niż wielkie inwestycje w moce wytwórcze.
Dlatego uczciwsze pytanie brzmi: czy atom mógłby stabilizować system i obniżać ceny hurtowe w dłuższym horyzoncie. Odpowiedź zależy od tego, ile kosztowałby restart/budowa, kto ponosi ryzyko, jak wyglądałby rynek mocy, i czy alternatywy (OZE + sieci + magazyny + elastyczność popytu) nie dadzą tego samego taniej i szybciej.
Co z tego wynika dla mieszkańców Niemiec?
Jeśli mieszkasz w Niemczech i po prostu chcesz płacić mniej za prąd (albo przynajmniej nie dać się zaskoczyć), to z „atomowej awantury” warto wziąć trzy trzeźwe wnioski:
-
Zimowe skoki cen to często zjawisko godzinowe i systemowe, a nie tylko „wina rachunku” – szczególnie przy taryfach dynamicznych.
-
W 2026 r. realny wpływ na rachunki mogą mieć elementy regulacyjne, np. opłaty sieciowe, które państwo próbuje obniżać dopłatami – ale efekt zależy od regionu i dostawcy.
-
Atom – nawet jeśli wróci do rozmów politycznych – nie jest szybką dźwignią na bieżącą zimę. Bariery techniczne i prawne przy reaktywacji wyłączonych bloków są poważne, a SMR to raczej perspektywa lat 30.
I być może właśnie dlatego ta dyskusja jest tak gorąca: bo dotyka realnego lęku o koszty życia, ale jednocześnie podsuwa rozwiązanie, które – w najlepszym razie – działa dopiero wtedy, gdy problem zdążył już zmienić kształt.
Jakie jest Twoje zdanie?
Lubię
0
Nie lubię
0
Świetne
0
Śmieszne
0
Wnerwia
0
Smutne
0
Wow
0



